poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Prolog

- Doktorze, chłopakowi spod piątki pali się ręka! - krzyczała spanikowana pielęgniarka.
- Jak to?! - zapytał wychodząc z gabinetu.
- Ma takie same objawy, jak osoby wyłowione z Tamizy.
Dyżurujący doktor Smith i pielęgniarka pobiegli ciemnym korytarzem do pokoju, w którym leżał Bailey.
- Proszę ne robić więcej takich żartów, panno Figglehorn, inaczej zostanie pani zwolniona - zagroził mężczyzna około pięćdziesiątki, kiedy ujrzał Calluma spokojnie śpiącego na swoim łóżku.
- A-ale... Przecież on się palił...! Przyrzekam! - Kobieta nie wiedziała co ma powiedzieć, aby zabrzmiało chociaż w małym stopniu wiarygodnie. Doskonale wiedziała, że się nie pomyliła. Nie na taką skalę.
Kiedy jej przełożony wyszedł, spojrzała jeszcze raz na nastolatka, z lekką obawą przed tym co zobaczy. Znów był w płomieniach, tym razem całe jego ciało. Gdy miała wybiec po lekarza, dla pewności jeszcze raz spojrzała w stronę chłopaka.
Nic.
Oczy prawie wyszły jej na wierzch ze zdziwienia i przerażenia. Jakby nigdy nic, chłopak spokojnie spał, a na ciele nie miał nawet najmniejszego poparzenia. Dla pewności, że nic mu nie jest, podeszła do niego i obejrzała z każdej możliwej strony. Pracuje już kilka lat w Guy's Hospital, ale takiego przypadku jeszcze nie widziała. Uchyliła na ostatku okno i już miała wyjść, ale drzwi momentalnie się zamknęły. W pomieszczeniu było ciemno, a ona została sam na sam z „nawiedzonym" chłopakiem. Chociaż starała się udawać twardą, wcale tak nie było. Bała się i to bardzo. Zacisnęła mocniej pięści i wolnym krokiem podeszła do drzwi. Otworzyła je i wychyliła głowę, rozglądając się po słabo oświetlonym korytarzu. W oddali zauważyła postać mężczyzny w czarnej pelerynie. Przełknęła głośno ślinę i podeszła bliżej. Nie był żadnym z pacjentów.
- Hej, ty! - zawołała. - Nie ma już wizyt. Jest kilka minut po pierwszej. Co tu robisz? - Nic jej nie odpowiedział.
Zbliżał się powolnym krokiem w jej stronę. Wyglądał dosyć groźnie. Twarz zasłaniał długi, czarny kaptur, a na nadgarstku widniała jakaś ozdoba.
- Co tu robisz, zapytałam. - Dalej milczał.
Kiedy był na tyle blisko, aby mogła dostrzec jego twarz, przeszedł przez nią niczym duch. Uważnie i ze strachem obserwowała jego poczynania. Bała się do niego podejść i spytać kim jest i czego chce. Nigdy nie wierzyła w istoty niematerialne, jak duchy. Postać skręciła do pokoju Bailey'a i nie wychodziła przez dłuższy czas. Pięć, może siedem minut. Zniecierpliwiona pielęgniarka weszła do sali. Myślała, że serce jej stanie.
W sali nie było, ani tajemniczej postaci, ani Calluma.

******
Mała ciekawostka. Prolog czekał, aż ktoś go przeczyta od około grudnia 😁

5 komentarzy:

  1. O lol :O
    Ja już kocham to opowiadanie
    Tyle grozy i tajemnicy, jest idealnie
    Co do pierwszej sytuacji (że Callum palił się ale nie było śladu) to moje myśli były jak "za dużo grzybków halucynków", dosłownie
    Ale ci genialnie wyszedł ten prolog *-*
    Zasługujesz na dżem (kolejny wyrób babci, na pierwszym miejscu razem z kompotem)
    Aż mi się oczy świecą z podekscytowana
    Nie mogę się doczekać jedyneczki, tak bardzo
    Kocham ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem dlaczego tak świetny rozdział musiać tak długo czekać. 💜 143. 😁

    OdpowiedzUsuń