poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 1 - Pierścień z opalu

Obudziłam się około dziewiątej rano. Świetnie, zaspałam. Budzik miał zadzwonić chwilę po szóstej, ale najwidoczniej go nie słyszałam. Mam nadzieję, że Callum nie ma mi za złe tego, że nie odwiedziłam go tak wcześnie, jak obiecałam. Usiadłam na krańcu łóżka i prawą ręką sięgnęłam do szkatułki po amulet.
- Idiotko, przecież żałobników już nie ma - zaśmiałam się sama do siebie. Mimo tego, że wstałam później, nadal nie do końca myślę.
Wstałam i ruszyłam do łazienki, wykonując tam wszystkie poranne czynności. Zeszłam do kuchni i zobaczyłam tatę, siedzącego przy stole z kubkiem kawy i gazetą. W tle grało radio i akurat zaczynali wiadomości.
- Dzień dobry, Alexo - powiedział wesoło, zauważając mnie.
- Cześć - odpowiedziałam mu, uśmiechając się. Sięgnęłam po kubek i nalałam sobie trochę kawy na rozbudzenie. Usiadłam naprzeciwko ojca i przyglądałam się, jak w skupieniu czyta gazetę.
- Władze Londynu, jak i sama królowa Elżbieta II bardzo zainteresowali się sprawą wyłowu ponad setki ciał z Tamizy, dlatego w zgodzie ze służbami mundurowymi wnoszą, aby każdy kto wie cokolwiek o tej sprawie, zgłosił się na jakikolwiek komisariat. - Usłyszeliśmy informację z radia, na którą nieco się skrzywiłam. Jakby dowiedzieli się prawdy, to chyba dostałabym dożywocie. Ewentualnie została wyśmiana.
- Wiadomość z ostatnich godzin. W Guys Hospital dzisiejszej nocy, dwudziesto siedmio letnia pielęgniarka dostała zawału serca - zaczął prezenter. - Po szybkiej reakcji lekarza dyżurującego, udało się odratować kobietę i już teraz czuje się dobrze. Nasi redaktorzy rozmawiali z lekarzem, który mówił, że tej nocy szczególnie dziwnie się zachowywała; rzekomo widziała jak jeden z pacjentów stoi w płomieniach. - Nie wierzyłam w to co słyszę. Z pewnością chodzi o Calluma albo Olivię. - Pielęgniarka nie chciała z nami rozmawiać. Z jej ust wydobyły się tylko słowa;
- Widziałam jak wchodził do piątki. Później go nie było. Ani jego, ani tego chłopaka.
- Zapytana o kogo jej chodzi, nie potrafiła odpowedzeć. - Prowadzący zakończyli na tym swoją wypowiedź i przeszli do kolejnych nowinek.
- Dużo się ostatnio dzieje w tym szpitalu, co? - zaśmiał się do mnie tato, jednak nie odpowiedziałam. Wstałam z krzesła, wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z domu.
„Widziałam jak wchodził do piątki" - jak echo odbijały się we mnie te słowa. Przecież Callum leży w sali numer pięć. Nie zważając na to czy złapię jakiś pociąg do centrum, czy nie, udałam się na stację. Całe szczęście udało mi się zdążyć, następny byłby dopiero za dwie godziny. Nie mieszkam przy ruchliwej dzielnicy, dlatego dostanie się do centrum Londynu bywa trudne. Wsiadłam do odpowiedniego pociągu i zajęłam miejsce przy oknie. Wyciągnęłam na wszelki wypadek swój miesięczny bilet, a następnie telefon. Napisałam do Grace, że niestety się nie spotkamy dzisiaj i spowrotem wsadziłam komórkę do kieszeni bluzy. Spojrzałam na swój nadgarstek i jęknęłam w duchu. Wyglądał nie najlepiej, ale jeśli miałabym zrobić to jeszcze raz, zgodziłbym się. Dzięki temu mogę się spotykać z Callumem, ale też inni zakończyli swoje cierpinie. Oczywiście będę tęsknić za Matthew i... Catherine? A raczej Catherine w ciele Olivii. Nie wiem jak trzynastolatka ma sobie poradzić w życiu dwudziesto-trzy letniej kobiety.  Przeraża mnie ten fakt. Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, a tymczasem to przytrafiło się komuś kogo znam. Zawsze razem z Grace śmiałyśmy się, że ludzie wierzą w takie bajki, jak duchy, czy inne istoty nadnaturalne, ale teraz to my, a raczej ja miałam z nimi doczynienia.
Wysiadłam na odpowiednim przystanku i natychmiast ruszyłam w stronę szpitala. Po chwili przekroczyłam próg budynku i pobiegłam po schodach do odpowiedniej sali. Stanęłam w drzwiach, ale Callum nie był na swoim łóżku. Nawet nic nie wskazywało na to, aby tam przebywał. Rozejrzałam się po korytarzu, ale w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Skierowałam się do sali, gdzie leżała Olivia, może ona coś wie. A przynajmniej taką mam nadzieję.
- Jak to go nie ma? - Niemal krzyknęła, kiedy jej powiedziałam o wszystkim.
- Nie mam pojęcia. - Przeczesałam ręką włosy.
Dziewczynka westchnęła i wykonała, tak bardzo znajome dla niej, łączenie palców dwóch rąk w dwa łączące się ogniwa.
- Pójdę go poszukać i popytać innych. Może się czegoś dowiem - powiedziałam, wstając z krzesła, które stało obok szpitalnego łóżka.
Pożegnałam się z Olivią i ruszyłam do recepcji.
- Dzień dobry, Alexo. - Pielęgniarka za ladą powitała mnie. Zdziwiłam się, że mnie zapamiętała. Widziałyśmy się i rozmawiałyśmy tylko raz; wtedy, gdy Calluma i Catherine (a raczej Olivię) przywieźli do szpitala i nikogo nie chcieli do nich wpuścić. Ubłagałam ją jakoś, aby pozwoliła mi porozmawiać z chłopakiem, a ona upewniając się, że nie jestem z miejscowych mediów, wpuściła mnie.
Zupełnie odbiegłam w tym momencie myślami do chwili, kiedy pierwszy raz rozmawiałam z prawdziwym Callumem i nawet nie zauważyłam, że stoję przed nią nic nie mówiąc dobre trzy minuty.
- Alexo - powiedziała ponownie. - Jeśli nic nie chcesz, to proszę, abyś odeszła, gdyż tamujesz kolejkę. - Uśmiechnęła się do mnie.
- T-tak, przepraszam - wydukałam po chwili. - Wie pani może, gdzie jest Callum? Przywieźli go dwa tygodnie temu razem z siostrą Catherine, został wyłowiony z Tamizy i miał dziwne oparzenie na dłoni.
- Uwierz, Calluma nie da się zapomnieć - zaśmiała się, a ja chwilę się zastanawiałam co ma na myśli. - Wypisał się w nocy.
- Jak to się wypisał? Gdzie on teraz jest?
- Tego nie wiem. - Wzruszyła smutno ramionami.
- Jasne, dziękuję - powiedziałam i odeszłam.
Nie wiedziałam, które miejsce mam najpierw przeszukać. Przede wszystkim - nie wiedziałam, gdzie mieszka, a to chyba podstawowa informacja. Zastanawiałam się, gdzie może obecnie przebywać. W katedrze, gdzie cały koszmar się zaczął i skończył, w parku, gdzie się spotykaliśmy, czy może właśnie w swoim domu, ale szczerze miałam nadzieję, że nie. Najpierw postanowiłam odwiedzić św. Pawła, mimo iż wątpiłam, że tam będzie. Nie jestem pewna, czy po tym wszystkim jest w stanie tam przebywać. Postanowiłam się przejść, dzięki czemu miałam więcej czasu na myślenie. Po chwili stałam przy wielkim budynku katedry, a po niedługim oczekiwaniu byłam w środku. Rozejrzałam się między turystami, ale nigdzie nie mogłam dojrzeć Calluma. Przycisnęłam się między ludźmi i krętymi schodami pobiegłam ku Złotej Galerii, gdzie miałam nadzieję go zobaczyć. Wyszłam na wielki balkon i ponownie starałam się rozglądać. Nie ma go. Pobiegłam do balustrady i zaczęłam go wołać, w nadziei, że może jakimś cudem mnie usłyszy. Pewnie z innej perspektywy wyglądało to tak, jakbym chciała stamtąd skoczyć. Przypomniała mi się sytuacja, kiedy Catherine na moich oczach rozbiła amulet, a ja nie miałam żadnej szansy porozumienia się z Callumem.* Przeszłam na przeciwną stronę i ponownie krzyknęłam, jednak bez rezultatu. Byłam zrozpaczona, ponownie straciłam Calluma. Tym razem, mam nadzieję, że nie na zawsze. Spojrzałam jeszcze przed siebie i na Tamizę, kiedy kątem oka dostrzegłam jakąś sylwetkę siedzącą przy brzegu. W nadziei, że to on zbiegłam na dół i wyszłam z katedry, kierując się do wcześniej wspomnianego miejsca.
- Callum? - powiedziałam lekko zachrypłym głosem do blondyna siedzącego tyłem do mnie.
Obrócił się i spojrzał w moje oczy. Szybko usiadłam obok i go przytuliłam od boku, a on przerzucił swoją rękę przez moje ramię.
- Czemu się wypisałeś? - Wzruszył ramionami. Nienawidziłam ignorancji i obojętności. - A co tutaj robisz? - Nie odpowiedział.
Siedzieliśmy w ciszy przez dobre dziesięć minut, aż w końcu usłyszałam jego głos.
- Alexa? - Spojrzałam na niego. Wziął mój nadgarstek i przejechał opuszkami palców po oparzeniu, a następnie spojrzał na swój. - Wiesz... To straszne, bo pomimo tego, że oboje chcielibyśmy zapomnieć o żałobnikach, to - wskazał na ranę - będzie nam o tym zawsze przypominać.
- Skąd wiesz.... - Nigdy nawet na słowo mu o tym nie wspomniałam. Uznałam, że kiedyś nadejdzie czas, aby się dowiedział, ale nie teraz.
- Pamiętam to. Pamiętam wszystko. Swoją śmierć, pierwsze nasze spotkanie, twój pocałunek z Maxem** i to jak błagałem cię abyś nas uwolniła. Wszystko - szepnął.
- Callum... Ja.. Skąd to wszystko wiesz..?
Spojrzał przed siebie, a ja byłam zupełnie otumaniona. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Calluma, a on wyciągnął z kieszeni w moją stronę pierścień z opalu. Kamyk był taki sam, jak w amulecie. Zacisnął usta w wąska linię i westchnął. Obejrzałam go dokładne i zobaczyłam mały napis wewnątrz. Zarówno oczy, jak i usta szeroko mi się otworzyły po przeczytaniu słów „Mors Memoriae".
- Nie uwolniłaś wszystkich, Alexa.

~~~~~
* Akcja działa się nad rzeką i padał ogromny deszcz. Catherine była w jakiejś odległości od Alexy i wmówiła jej, że szkoło, które trzyma to amulet, który potem rozbiła kamieniem. Jeśli chodzi o to, jak Catherine go zyskała, to otumaniła Alexę, uderzając ją kijem golfowym
** - w ostatniej części, kiedy Alexa wyjechała na wakacje do Hiszpanii pocałowała się z dawnym znajomym Maxem, jednak później miała wyrzuty sumienia. Na lotnisku w Londynie, Max podszedł do niej i powiedział, że ich pocałunek był niesamowity, po czym pocałował ją, tym razem w policzek, a Callum to widział.

Jeśli kogoś ciekawi, to tak wyglądał amulet: